czwartek, 1 sierpnia 2013

Prolog

   Cisza. Wszędzie brzmiała głucha cisza. Ciemność. Wszędzie była ciemność. Bałem się.
   Rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym się znajdowałem. To chyba mój obecny pokój. Tak mi się przynajmniej wydaje. Łóżko jednoosobowe w jednym kącie pokoju, obok półka, kilka książek walających się po podłodze, strzykawka, strzykawki… więcej strzykawek…
   Spojrzałem na swoje dłonie. Drżały niemiłosiernie. Poczułem na swoich skroniach zimny pot. Jednocześnie było mi strasznie gorąco.
   Miałem ochotę płakać. A może już płakałem? Sam nie wiem.
   Zamknąłem powieki. W tym momencie poczułem niesamowicie silny ból w klatce piersiowej. Jęknąłem cicho. Serce? Płuca? Sam nie wiem. Urojony ból? Chyba nie.
   Skuliłem się jeszcze mocniej i położyłem na podłodze. Miałem ochotę krzyczeć, lecz nie mogłem. Obudziłbym resztę. Obudziłbym Davida. Bolałoby.
   Po jakimś czasie ból minął. Ale tylko ten fizyczny, psychiczny wciąż we mnie siedział.
   Z ledwością doczołgałem się do półki. Otworzyłem pierwszą szufladę. Jest. Ostrze. Scyzoryk. Mój kochany, pomocny scyzoryk.
   Otworzyłem go jednym ruchem. Podwinąłem szybko pomięty rękaw koszulki. Nadgarstki, przedramię? A może dziś skuszę się na uda. Łydki? Brzuch? Nie, dziś przedramię. Nadgarstki są bardzo niewygodne, ktoś mógłby zobaczyć i chcieć mi pomóc.
   Przez chwilę wpatrywałem się w narzędzie. Już po chwili wbijało się w moją skórę. Rany, krew. Więcej ran, więcej krwi. O nie, to pobrudzi mi podłogę.
   Pośpiesznie przyłożyłem do ran jakąś brudną koszulkę, by nie skapywała. Złapałem głęboki oddech. Poczułem dziwne zawroty głowy. Ból w klatce piersiowej powrócił, ale w mniejszym stopniu. Wciąż jednak bolało. Wciąż chciałem krzyczeć.
   Nagle usłyszałem pukanie. O cholera, ktoś chce wejść. A może to David?
   Spanikowany doczołgałem się do łóżka i zakryłem kołdrą.
   - Proszę… - wymamrotałem zachrypniętym głosem i spojrzałem spanikowany na drzwi. Po chwili uchyliły się. Za nimi stała Edith. Jak dobrze, Edith.
   - Alex, wszystko okej? – zapytała mnie brunetka, wchodząc do pomieszczenia. Nie odpowiedziałem. Opatuliłem się szczelniej kołdrą i spuściłem wzrok. Ona natomiast spojrzała na podłogę. Strzykawki, cholera – Alex, brałeś.
   Znów nie odpowiedziałem. Spuściłem wzrok i zacząłem się nerwowo wiercić. To moja wada, nie umiałem kłamać. Z resztą po co miałbym kłamać? Dziewczyna zerwała ze mnie kołdrę i podwinęła rękawy. Widząc moje rany cięte zrobiła przerażone oczy i pisnęła.
   - Boże, Alex! Ciąłeś się! – praktycznie krzyknęła. Zerwałem się z łóżka i położyłem dłoń na jej ustach. Zacisnąłem ją z paniką i zacząłem nasłuchiwać, czy nikt z góry nie idzie. Cisza – Dlaczego to znów zrobiłeś? – spytała, gdy zdjąłem dłoń z jej ust.
   Wzruszyłem nerwowo ramionami. Zadrżałem Zamknąłem powieki. Położyłem się na łóżku i objąłem się dłońmi.
    - Daj, opatrzę ci to.
   Już po kilku chwilach na mojej prawej ręce założony był idealny, biały opatrunek. Wpatrywałem się w niego przez dłuższą chwilę.
   Edith pożegnała się ze mną. Pocałowała mnie w czoło na dobranoc. To słodkie. Takie miłe, ciepłe.
   Ale po chwili wszystko wróciło do normy. Znów było ciemno. I zimno. Samotnie.